7 sie 2016

Rozdział 27

Popełniłam za dużo błędów
Lepiej spraw żeby było dobrze.

Proszę, koniecznie przeczytaj notkę pod rozdziałem i weź udział w ankiecie. Dziękuję!

1 listopada, hala w Civitanova Marche
Siedziałam obok Stanislava i jego dziewczyny, Sashy i przyglądałam się rozgrzewce przed meczem drużyny Jeni. Wiedziałam, że to dla niego ważne, żebym przyszła na ten mecz, więc odmowa nawet nie wchodziła w grę.
Delikatnie potarłam oczy, pod którymi znajdowały się sprytnie schowane pod makijażem, fioletowe sińce. Wczorajsza rozmowa z Kevinem cholernie mną zmartwiła, przez co nie mogłam zmrużyć oczu. No i Jenia chrapał jak stary trabant co stanowiło wisienkę na torcie, jeśli chodzi o powód mojego zmęczenia.
Ale wracając do sytuacji Tilliego – chłopak okropnie cierpiał, a ja niestety nic nie mogłam na to poradzić.
Opowiedział nam po krótce co się wydarzyło – wrócił do mieszkania po popołudniowym treningu, z myślą, że zastanie tam swoją dziewczynę. Jak wielki szok i ból musiał czuć, kiedy nigdzie jej nie zastał, wszystkie jej rzeczy zniknęły, a jedyne co po niej pozostało to list? Jako powód odejścia podała jej brak chęci do ciągłego podróżowania i chęć założenia rodziny. Co ciekawe, Kevin powiedział, że zdziwiło go to, bo ona była raczej typem podróżnika, a o rodzinie nawet jeszcze nie rozmawiali na poważnie. Ciężko jest dociec, jak jest naprawdę, więc wolę trzymać się wersji mojego przyjaciela – dziewczyna prawdopodobnie miała coś na sumieniu i dlatego postanowiła uciec.
Moje myśli przerwało szturchniecie w ramię.
- Ziemia do Wandzi – starszy brat Jeni zaśmiał się. – Mecz się zaraz zacznie.
 Skupiłam się na boisku i na grze.
Okay, tak naprawdę to skupiłam się na Jeni. I tylko na nim.
Cały mecz pamiętam jak przez mgłę, a to z powodu bólu podbrzusza, który złapał mnie pod koniec pierwszego seta.
- Wszystko w porządku? – zapytała Sasha. – Strasznie zbladłaś – pogłaskała mnie po włosach.
- Nic mi nie jest – zapewniłam i wróciłyśmy do oglądania meczu.
Półtorej godziny później drużyna Jeni wygrała mecz przeciwko Piacenzie trzy do jednego.
Tak jak umówiłam się z Francuzem, czekałam na niego przy wejściu do hali. Niestety, ból nasilił się, więc osłabiona ukucnęłam, opierając się przy ścianie.
Trwałam tak, dopóki nie pojawił się przy mnie Grebennikov.
- Mała? Dasz radę wstać i pójść do samochodu?
Pewnie, że miałam. Ale dlaczego by nie porobić z siebie sierotki i dać nosić się na rękach?
Zgarnął mnie z zimnej posadzki i uniósł jakbym ważyła tyle, co nic.
- Widzę, że nie próżnujesz na siłce – zażartowałam, oplatając jego szyję rękoma.
Zaśmiał się i pocałował mnie w policzek.
- Wracamy do mnie, śmieszku. Narobiłaś mi stracha, wiesz?
Uniosłam brew.
- Dlaczego?
- Od razu po meczu zniknęłaś ze swojego miejsca, więc zapytałem Stanislava co się stało. Powiedział, że źle się poczułaś i poszłaś na dwór się przewietrzyć. Teraz przychodzę, a ty umierasz z bólu i to w dodatku sama. Gdzie Sasha i Stanislav?
- Kazałam im wracać do domu.
Pstryknął mnie w nos.
- Ty głupolu, długo byłaś sama?
- Minutę, dosłownie – nie skłamałam, bo tamta dwójka czekała ze mną, dopóki ich od siebie nie wygoniłam.
Pokiwał głową i doszedł do samochodu.
Otworzył go kliknięciem i otworzył drzwi od strony pasażera. Delikatnie usadził mnie na fotelu i zaczął zapinać pasy.
- Dałabym sobie z tym radę sama, wiesz?
W odpowiedzi uśmiechnął się i pocałował mnie w czoło, po czym zamknął drzwi i poszedł na swoje miejsce.
- Kiedy chciałaś wracać do akademika? – zapytał, odpalając samochód.
- Dzisiaj – odpowiedziałam.
- Nie ma mowy, żebym puścił cię chorą.
Jęknęłam.
- Nic mi nie jest – zapewniłam.
Pokiwał głową bez przekonania.
- Oczywiście, że jesteś zdrowa. Jak ryba.
- Chwytam sarkazm, naprawdę – klepnęłam go w udo. – Poza tym, jeśli nie wrócę na uczelnie do jutra rano to będę miała przesrane.
- Dlaczego? – Uniósł brew.
- Bo nie będzie mnie ani w akademiku ani na zajęciach? A ja jestem studentem z wymiany, więc oczy wykładowców są skierowane przede wszystkim na mnie.
Zamyślił się na chwilę, po czym uśmiechnął się tajemniczo.
- Mam plan.
- Masz plan?
- Właśnie to powiedziałem.
- Więc jaki to plan? – obróciłam się w jego stronę.
- Poproszę klubowego lekarza o lewe zwolnienie dla ciebie.
- To tak można? – Zmarszczyłam czoło.
- Jest lekarzem? Jest. Skoro tak to i zwolnienie wypisać ci może, nie?
Teraz to ja się zamyśliłam.
- No to w sumie ma nogi i ręce.
- Mówiłem!
- Myślisz, że ten lekarz zgodzi się na to?
- Oczywiście – zaśmiał się. – Potrzymasz mój telefon, a ja do niego zadzwonię, okay?
- Okay.
Wzięłam telefon Francuza i odszukałam w kontaktach numer do Anselmo. Odebrał po pierwszym sygnale.
- Halo? Jenia? Coś się stało? – zapytał Włoch.
- Jeśli chodzi o mnie to wszystko dobrze – zaśmiał się, a ja rozdziawiłam buzię, bo Jenia mówiący po włosku z francuskim akcentem, to najseksowniejsza rzecz, jaką kiedykolwiek słyszałam.
Jenia w skrócie wytłumaczył mu, że jego dziewczyna, tak, umarłam w tamtym momencie milion razy, źle się czuje i potrzebuje zwolnienia z zajęć.
Ku mojemu zdziwieniu zgodził się od razu.
- Odbierzesz go jutro na treningu, dobrze?
- Dobrze i jeszcze raz dziękuję – pożegnał się Jenia, a ja zakończyłam połączenie. – Widzisz, poszło bardzo sprawnie.
Przeciągnęłam się i uśmiechnęłam do niego.
- Uznam to za dziękuję, Jenia – wyszczerzył się i splótł nasze dłonie razem. – Za minutę będziemy w mieszkaniu, to od razu położysz się i prześpisz.
- Jest po dwudziestej, na pewno nie zasnę tak szybko.
- W takim razie obejrzymy jakiś film, okay?
- Brzmi fajnie.
Kiedy zmierzaliśmy już do mieszkania Francuza, nie pozwoliłam mu już się nieść, więc oplatał mnie mocno ramionami w talii, żebym nie upadła. Nie muszę mówić, że już jest ze mną wszystko dobrze i niepotrzebnie się martwił?
Weszłam do środka i pierwsze co zrobiłam, było pójście do łazienki, bo od jakiegoś czasu czułam, że coś jest nie tak.
Jak bardzo moje przeczucie mnie nie myliło, gdyż okazało się, że źródłem mojego nie najlepszego samopoczucia jest… okres.
Zaczęłam panikować, kiedy w mojej kosmetyczce nie znalazłam ani podpasek, ani tamponu. Bardzo mocno wątpiłam w to, że Grebennikov trzyma w swojej łazience zapas niezbędników na te dni, więc załamana siedziałam na sedesie i nie wiedziałam, co robić.
- Wanda, żyjesz? – zaniepokojony brunet zapukał do drzwi.
- Nie wydaję mi się – mruknęłam.
- Mogę ci jakoś… pomóc?
Biegnij po podpaski!
Nagle mnie olśniło. Ostatnio w mojej torebce znalazłam kolczyka mojej mamy, którego notabene szukała od kilku miesięcy, więc głupiej podpaski bym tam nie miała?
- Przynieś mi moją torebkę – dodałam jeszcze nieco ciszej – i majtki.
- Och – domyśliłam się, że ta sytuacja go krępowała – mówisz, masz.
Po minucie zapukał znowu, a ja uchyliłam drzwi.
- Domyśliłem się czego potrzebujesz, więc po prostu to wyciągnąłem – podał mi podpaskę i bieliznę.
- Dzięki – lekko zawstydzona zamknęłam z powrotem drzwi i zaczęłam naprawiać sytuację.
Po wyjściu z łazienki od razu zaczęłam przeszukiwać moją torebkę w poszukiwaniu kolejnych wkładek.
- Chcesz coś do picia? – krzyknął Jenia z kuchni.
Poddałam się, odłożyłam torbę na szafkę w przedpokoju i poszłam do Francuza.
- Kawa czy herbata? – zapytał na wejściu.
- Kawa – sapnęłam, siadając przy stole.
- Nie zgadłaś, to herbata – zaśmiał się, a ja spojrzałam na niego morderczo. – Okay, następnym razem, kiedy będę chciał zażartować to przemyślę to dwa razy, okay?
Pokiwałam głową i położyłam głowę na rękach.
- Rozpuszczalna, dwie łyżeczki cukru i dużo mleka – postawił przede mną kubek, a ja podniosłam głowę i przesłałam mu buziaka.
- Jest tu gdzieś niedaleko jakaś drogeria? – zapytałam go, kiedy siadał naprzeciwko mnie.
- Po pierwsze to najbliższa drogeria jest jakieś dziesięć kilometrów stąd, a po drugie to jest już dwudziesta pierwsza, więc na pewno jest już zamkniętą. Ale pięć minut spacerkiem stąd jest Tesco. – Zaczął mieszać swój napój. – A czego potrzebujesz?
Zmieszałam się.
- Podpaski mi się skończyły…
Przegryzł wargę, żeby się nie roześmiać.
- Mam ci po nie skoczyć? – uśmiechnął się.
- To nie jest śmieszne – mruknęłam i napiłam się kawy.
- Mówię poważnie, jechać ci po nie? – zapytał się, a ja pokiwałam głową. – Tylko dopiję herbatę i już mnie nie ma.
Zeszłam ze swojego krzesła i podeszłam do niego, żeby usiąść na jego kolanach.
Objął mnie i pocałował w czoło.
- Ale nie przeciekniesz mi na spodnie, nie? – zaczął się śmiać, a ja sprzedałam mu mukę w rękę. – Nie w szczepionkę, wściekła kobieto.
- Wściekła kobieto? – Powtórzyłam, unosząc brew. – Ty jeszcze nie znasz moich możliwości, kiedy mam okres, więc lepiej nie prowokuj i siedź cicho, bo obudzisz tego szatana we mnie.
- Ten szatan nigdy nie śpi, skarbie – zaczął mnie gilgotać, a ja płakałam ze śmiechu.
Kiedy Jenia był na poszukiwaniach podpasek, ja w tym czasie zajmowałam się kolacją.
Jako że Jenia był typowym kawalerem, większość zapasów w jego lodówce stanowił keczup i ser. Udało mi się jeszcze znaleźć mięso garmażeryjne, które jakimś dziwnym trafem było jeszcze świeże i makaron świderki. Biednie, bo biednie, ale zapiekankę makaronową wyczarujemy, prawda?
Po pół godzinie, kiedy danie było już prawie gotowe, a Francuza dalej nie było, postanowiłam do niego zadzwonić.
Położyłam się wygodnie na kanapie w salonie i przyłożyłam telefon do ucha. Jenia odebrał po drugim sygnale.
- Halo? Wandzia? Dobrze, że dzwonisz.
- To Tesco jest w Civitanovej czy w Tokio, że ty tak długo nie wracasz?
- Mam rozkminę – westchnął.
- Jaką?
- Always czy Naturella?
Zrobiłam soczystego facepalma.
- Bierz obojętnie które i wracaj, bo kolacja prawie gotowa.
- To ja mam w domu jedzenie z którego można zrobić kolację?
- Miałeś, czas przeszły, bo właśnie piecze się w piekarniku.
- Wezmę jeszcze jakieś winko i za dziesięć minut jestem, skarbie.
Chyba nigdy nie przyzwyczaję się do tych czułych przezwisk.
- Uważaj na siebie – powiedziałam mu jeszcze i rozłączyłam się.
Popatrzyłam jeszcze chwilę na wyświetlacz i stwierdziłam, że chyba powinnam powiadomić Chairę o tym, że nie wrócę dzisiaj do akademika. Włączyłam Messengera i zaczęłam pisać wiadomość.
Ja: jesteś?
Chiara: tak, co jest?
Chiara: i kiedy będziesz??
Ja: no właśnie po to piszę
Ja: żeby powiadomić
Ja: że dziś mnie nie będzie Xd
Chiara: awww
Chiara: nie możecie się ze sobą rozstać?
Chiara: a tak poza tym
Chiara: to Clotilda cię zabije
Chiara: bo cię nie ma
Ja: Jenia załatwił mi lewe zwolnienie lekarskie
Ja: więc przydałby się ktoś kto powiadomiłby Clotildę o tym że ‘zachorowałam’
Ja: chcesz mi kogoś zaproponować?
Chiara: pójdę do niej ty wredna mendo
Ja: :* :* :* :*
Uśmiechnięta odłożyłam urządzenie i wróciłam do kuchni wyłączyć piekarnik.
- Jestem! – krzyknął Grebennikov, wchodząc do pomieszczenia. – Zabierz ode mnie to szataństwo, pani kasjerka w sklepie pewnie dalej się ze mnie śmieje – rzucił we mnie paczką Always.
- Dziękuje kochanie – dałam mu całusa i poszłam do łazienki odłożyć je. – Otwórz wino!
  Kilkadziesiąt minut później najedzeni siedzieliśmy przed telewizorem pijąc wino i oglądając jakąś denną komedię romantyczną.
Siedziałam na kolanach bruneta, który bawił się moimi włosami. Zabrałam jego rękę i położyłam ją na swoim biodrze.
- Mam to odebrać jako zaproszenie? – mruknął i zassał fragment mojej szyi.
- Tak, to zdecydowanie zaproszenie na rejs po morzu czerwonym – zaśmialiśmy się.
- Zawsze marzyłem o byciu marynarzem – wstał, trzymając mnie na rękach.
- Jenia, wracaj na miejsce, natychmiast – zaczęłam się mu wyrywać, kiedy niósł mnie w stronę sypialni.
- Zamknij się wreszcie – nie przestawał się śmiać.
Łokciem zahaczył o klamkę i otworzył drzwi.
- Jesteś obrzydliwy – powiedziałam, lądując na łóżku.
- Nie, jestem Jenia. Sądziłem, że już o tym wiesz – złączył nasze usta razem i po raz kolejny dzisiejszego dnia zaczął mnie gilgotać.
To był pierwszy raz kiedy poczułam, że kocham tego chłopaka.
~*~*~*~
Witojcie, jak Wam się IO podoba?^^ 
Okay, ostatnio troszkę oszczędzałam Was jeśli chodzi o notkę odautorską, ale dzisiaj to nadrobię, bo mam kilka ogłoszeń parafialnych :D
Po pierwsze: jeśli nie czytałaś/obczajałaś czy poleciłaś wszystkim mojego nowego ff o Calumie Hoodzie to wejdź tutaj, i nadrób to koniecznie!:D
Po drugie: zrobię małą ankietkę (kocham je robić, to chyba uzależnienie xD) czy dodatkowo publikować to opowiadanie na wattpadzie.
Trzecie i NAJWAŻNIEJSZE!: Moja niezawodna Pati (która pewnie to czyta, niech wie że ją kocham^^) zrobiła małą zapowiedź-zwiastun do drugiej części przygód naszej kochanej ekipy na czele z Wandzią i Jenią:D Ja się w niej zakochałam i chcę teraz pokazać ją Wam:D 

Co o tym wszystkim sądzicie?;)
buziaaaaaki kochani :*

7 komentarzy:

  1. Zaklepuję, wracam jutro 😁

    OdpowiedzUsuń
  2. uwielbiam cię za tą akcję z tymi podpaskami, to takie prawdziwe!!:D
    ja naprawdę chciałabym w końcu się przywalić do czegoś na tym blogu, ale nie mogę, no! Za dobrze piszesz dziewczyno:)
    Zwiastun geniusz! Wielkie szapo ba;)
    Chociaż widziałam w tym zwiastunie Thomasa i nie wiem, czy to wróży coś dobrego... Czekam z niecierpliwością na kolejny rozdział!!
    P.S. Czy tylko ja uwielbiam Jenię na tym filmiku z telefonem? Boże, co za ciachooo!!<3
    ~ K.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja widzę jeszcze duuużo niedoskonałości w moim stylu, więc przywalić się w sumie jest gdzie:D Ale ciągle nad tym pracuję:D Zwiastun robiła najlepsza zwiastuniarka na świecie, polecam ją:D
      buziaki:*
      p.s. Nie tylko ty, haha^^

      Usuń
  3. Chociaż czytam to opowiadanie od dłuższego czasu to dopiero teraz decyduje się na napisanie kilka słów. Uwielbiam "Gorącą krew"! Bohaterowie, fabuła i to co mnie trzyma przy niej najbardziej - humor! Z niecierpliwością czekam na kolejne rozdziały. Życzę Ci, żebyś nie straciła weny i zapału. ;) a Twoja znajoma robi świetną robotę, kocham jej zapowiedzi!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Przyjaciółka* :DDD
      A przede wszystkim to bardzo, bardzo dziękuję!;)
      pozdrawiam<3

      Usuń
  4. Kurcze nie wiem co mogę napisać oprócz tego, że czekam już na drugą część, bo tą cudownie się czyta i jak już czytam to kilka rozdziałów na raz i to przeważnie z anonimowych albo innych kont, bo rzadko tu zaglądam, więc przepraszam,że nie możesz liczyć na to, że mój komentarz jest pod każdym postem i kocham Jenie i Wandzie <3 ale nie mogę się doczekać, aż Jaeschke coś odstawi xD Wiem jestem okropna! Życzę weny i pozdrawiam ^^

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bardzo się cieszę, że zostawiłaś tu po sobie ślad;)
      Poza tym to chyba jako jedyna tego oczekujesz haha😂😂
      Buziaki💋💋

      Usuń